„Oddech, który zwraca życie”

Agnieszka Guzicka
"

Agnieszka Guzicka

Jak waż­ny jest od­dech, i że jest naj­waż­niej­szy, uświa­do­mi­łam so­bie tak na­praw­dę kil­ka mie­się­cy te­mu to­wa­rzy­sząc bli­skiej oso­bie w jej od­cho­dze­niu. Mi­mo, że był to czas bar­dzo trud­ny i smut­ny to jed­nak po brze­gi wy­peł­nio­ny był uzna­niem i usza­no­wa­niem, te­go, że dzie­je się to co się dzie­je i świa­do­mo­ścią, że je­dy­ne co mo­że­my zro­bić to być bli­sko i to­wa­rzy­szyć – ni­cze­mu nie za­prze­cza­jąc i wszyst­ko przyj­mu­jąc ta­kim ja­kie jest.

Dla mnie klu­czo­we i wciąż ży­we by­ło tam­te­go dnia SŁU­CHA­NIE. Słu­cha­nie OD­DE­CHU. Ba­ro­me­tru i do­wo­du ży­cia. W tam­tym mo­men­cie je­dy­ne­go i ostat­nie­go do­wo­du nie­po­wta­rzal­ne­go Ży­cia.

Każ­dy od­dech był je­dy­ny i nie­po­wta­rzal­ny. Każ­dy ko­lej­ny był już in­ny…​coraz trud­niej bra­ny, co­raz płyt­szy, co­raz cich­szy i cich­szy i cich­szy… CI­SZA

Słu­cha­nie CI­SZY gdy za­bra­kło ko­lej­ne­go od­de­chu. Od­dech się skoń­czył = skoń­czy­ło się Ży­cie.

Był to je­den z naj­bar­dziej po­ru­sza­ją­cych i moc­nych mo­men­tów mo­je­go ży­cia. Lek­cja ja­kich ma­ło – uświa­do­mie­nie so­bie, że bez od­de­chu nie ma ży­cia. Ni­by to oczy­wi­ste ale czy na co dzień w ogó­le się nad tym za­sta­na­wia­łam? Ab­so­lut­nie nie. Czy tak na­praw­dę by­łam świa­do­ma te­go, że bez od­de­chu nie ma ni­cze­go? Ab­so­lut­nie nie. No mo­że tro­chę. Ale do­pie­ro gdy ko­lej­ny raz te­go do­świad­czy­łam, gdy by­łam bli­sko, gdy sły­sza­łam od­dech a po­tem tę je­dy­ną w swo­im ro­dza­ju ci­szę po nim – do­pie­ro wte­dy przy­szła peł­na świa­do­mość.

Bez od­de­chu nie da­my ra­dy.

Na je­dy­nym ze spo­tkań z Jo­nem Ka­bat-Zin­nem bar­dzo du­żo mó­wił on o od­de­chu oraz o tym, jak czę­sto lu­dzie igno­ru­ją od­dech. Jak czę­sto sły­sząc o świa­do­mym od­dy­cha­niu i prak­ty­ce uważ­no­ści na od­dech pod­śmie­chu­ją się pod no­sem uzna­jąc to co sły­szą i pro­po­zy­cje ćwi­czeń za jed­ną z więk­szych głu­pot. A po­tem za­pro­po­no­wał 750 oso­bom zgro­ma­dzo­nym na sa­li bar­dzo pro­ste ćwi­cze­nie. Otóż po­pro­sił aby­śmy za­tka­li so­bie nos i tak so­bie po­sie­dzie­li. Po kil­ku­na­stu, a mo­że kil­ku­dzie­się­ciu se­kun­dach za­py­tał o czym ma­rzy­my te­raz naj­bar­dziej i co te­raz jest naj­waż­niej­sze w na­szym ży­ciu. Ot w kil­ka se­kund oka­za­ło się, że naj­waż­niej­sze jest te­raz WZIĘ­CIE KO­LEJ­NE­GO OD­DE­CHU… Pro­ste praw­da? A ta­kie trud­ne do zro­zu­mie­nia przez nasz skom­pli­ko­wa­ny umysł…​bo prze­cież naj­waż­niej­sze to speł­niać ocze­ki­wa­nia – swo­je lub czy­jeś (nie­waż­ne), iść na stu­dia praw­ni­cze lub me­dy­cy­nę, być naj­lep­szym i per­fek­cyj­nym we wszyst­kim…​oddech przy tym to pest­ka.

Czy aby na pew­no?

Kil­ka mie­się­cy po tym wy­da­rze­niu te­mat od­de­chu wró­cił do mnie ze zdwo­jo­ną si­łą…rów­nież przy oka­zji ar­ty­ku­łu, któ­rym chcę się z Wa­mi po­dzie­lić. Otrzy­ma­łam pro­po­zy­cję po­roz­ma­wia­nia o od­de­chu i o tym czym tak na­praw­dę jest on dla nas. A na pew­no dla mnie. Efek­ty tej roz­mo­wy mo­że­cie po­czy­tać w li­sto­pa­do­wym nu­me­rze „Uro­dy ży­cia”.

Czy­ta­jąc ar­ty­kuł te­raz, wie­le ty­go­dni po tej roz­mo­wie, wie­le rze­czy po­wie­dzia­ła­bym ina­czej, zmie­ni­ła­bym nie­co lub nie­co bar­dziej…​ot ten­den­cje per­fek­cjo­ni­stycz­ne ujaw­nia­ją się tym bar­dziej im bar­dziej czło­wiek czu­je, że bę­dzie oce­nia­ny i osą­dza­ny przez in­nych – w tym wy­pad­ku czy­ta­ją­cych ten ar­ty­kuł.

Mia­łam na­wet po­ku­sę pi­sać Wam tu do­kład­nie ja­kie aka­pi­ty bym zmie­ni­ła, ulep­szy­ła, po­pra­wi­ła bo brzmią „nie tak jak po­win­ny”… ale zde­cy­do­wa­łam, że te­go nie zro­bię. Wte­dy, na tam­ten mo­ment, po­ja­wi­ły się we mnie aku­rat ta­kie sło­wa, ta­kie my­śli. Gdy­by mia­ły przyjść in­ne to by przy­szły… Zo­sta­wiam to więc w tak nie­do­sko­na­łym sta­nie pie­lę­gnu­jąc jed­no­cze­śnie nie­mal wszyst­kie fun­da­men­ty ćwi­czeń uważ­no­ści jak po­sta­wa nie­oce­nia­ją­ca, za­ufa­nie, od­pusz­cza­nie, życz­li­wość, wspa­nia­ło­myśl­ność wzglę­dem sie­bie :), re­zy­gna­cję z dą­że­nia do ja­kie­goś ce­lu, ak­cep­ta­cję…

Za­pra­szam Was do po­czy­ta­nia i uśmie­cham się do Was  

I bar­dzo dzię­ku­ję Alek­san­drze No­wa­kow­skiej, z któ­rą mo­głam spę­dzić wy­jąt­ko­we chwi­le, i któ­ra za­pro­si­ła mnie do tej przy­go­dy.

Agniesz­ka Gu­zic­ka